Battlefield 6 krytykowany za złe priorytety. Gracze chcą map, a dostają eventy

Battlefield 6
fot: mat. pras. EA
Udostępnij na Facebook
Udostępnij na Twitter
Spis treści

Drugi sezon Battlefield 6 wystartował, ale zamiast euforii w społeczności widać frustrację. Gracze chwalą nową mapę, jednak coraz częściej pytają, dlaczego priorytety twórców są ustawione właśnie w ten sposób? W sieci nie brakuje mocnych słów pod adresem deweloperów.

Mapy, mapy i jeszcze raz mapy, tego chce społeczność

Najczęściej powtarzany zarzut wobec Battlefield 6 dotyczy liczby map. Przede wszystkim chodzi o te największe, „battlefieldowe” w klasycznym rozumieniu, rozległe pola walki, pełne pojazdów, czołgów i lotnictwa. To właśnie one od lat stanowią o tożsamości serii.

Gracze porównują obecną sytuację do tego, co oferowało Battlefield 4. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy od premiery tamta odsłona otrzymała 12 nowych map w ramach dodatków. Tymczasem Battlefield 6 w analogicznym okresie wzbogacił się o cztery. Różnica jest wyraźna, i trudno ją zignorować.

Oczywiście realia produkcji gier zmieniły się przez dekadę. Zespoły są większe, projekty bardziej skomplikowane, a wymagania techniczne wyższe. Jednak dla wielu fanów liczby mówią same za siebie. Skoro kiedyś się dało, to dlaczego teraz jest trudniej?

Eventy zamiast konkretów?

Dwa dni temu producent Alexia Christofi przyznała w krótkiej wypowiedzi, że zespół jest ograniczony czasem i zasobami. Twórcy (jak podkreśla) chcieliby tworzyć więcej map, ale starają się dostarczać zawartość jak najszybciej.

Problem w tym, że społeczność nie kupuje tej narracji. W drugim sezonie Battlefield 6 pojawiły się ograniczone czasowo tryby oraz specjalne wydarzenia, w tym „gazowy” wariant rozgrywki. W pierwszym sezonie gracze otrzymali m.in. świąteczną wersję jednej z map. I właśnie tu rodzi się pytanie, czy to naprawdę jest content, na który czekają fani?

W komentarzach na forach i Reddicie dominują głosy, że eventy to zasobożerne „gimmicki”, które odciągają zespół od pracy nad tym, co kluczowe. Innymi słowy, nad mapami, pojazdami i funkcjami, których w Battlefield 6 wciąż brakuje od premiery.

Większe studio, mniejsze tempo?

Co więcej, część graczy wskazuje na paradoks. Dziś nad marką pracuje kilka zespołów w ramach Battlefield Studios, a dawniej główną siłą było samo DICE. Mimo to tempo dostarczania zawartości wydaje się wolniejsze.

Czy to kwestia zmiany modelu biznesowego? A może priorytetów narzuconych przez wydawcę, czyli Electronic Arts? Tego oficjalnie nie wiadomo. Jednak emocje wśród graczy rosną, a cierpliwość, topnieje.

Co dalej z Battlefield 6?

Bez wątpienia Battlefield 6 wciąż ma potencjał. Nowa mapa z drugiego sezonu została przyjęta pozytywnie, co pokazuje, że fundament rozgrywki nadal działa. Jednak jeśli proporcje między stałą zawartością a eventami nie ulegną zmianie, frustracja może narastać.

Krótkoterminowo oznacza to kolejne fale krytyki w mediach społecznościowych. Długoterminowo, ryzyko odpływu najbardziej lojalnych graczy. A przecież seria od zawsze żyła dzięki swojej społeczności.

Podsumowując, Battlefield 6 stoi dziś przed ważnym wyborem. Czy twórcy wsłuchają się w głos fanów i postawią na klasyczne, rozbudowane mapy? A może obecna formuła sezonowa pozostanie bez większych zmian? Odpowiedź na to pytanie może zadecydować o przyszłości całej marki.