Battlefield 6 znów na celowniku społeczności. Po krytyce balansu i mikrotransakcji gracze zwracają uwagę na coś jeszcze, reklamy, które pojawiają się w grze mimo zapłacenia pełnej ceny. W sieci zawrzało, a fani mówią wprost: „to już przesada”.
Problem, którego nikt się nie spodziewał
Najnowsza odsłona kultowej serii strzelanek od EA DICE, znowu stała się przedmiotem gorącej dyskusji. Tym razem nie chodzi o błędy techniczne ani balans rozgrywki, lecz o agresywne banery reklamowe, które pojawiają się na ekranach graczy. Co gorsza, dotykają one nawet tych osób, które już kupiły produkty będące przedmiotem promocji. Brzmi absurdalnie? Właśnie tak to opisują gracze na Redditcie i forach społecznościowych.
Niektórzy ironicznie nazwali to „żebraniem o uwagę”, podkreślając, że w tytule kosztującym prawie 300 złotych reklamy nie powinny w ogóle mieć miejsca. „Nie, to niedorzeczne”, piszą użytkownicy, którzy nie kryją frustracji.
Cena premium, doświadczenie free-to-play
Podstawowa wersja Battlefield 6 kosztuje na Steamie 299,90 zł, a edycja Phantom, aż 429,90 zł. Trudno więc się dziwić, że widok reklam po uruchomieniu gry budzi kontrowersje. Wielu graczy zwraca uwagę, że nawet darmowe tytuły, takie jak Delta Force, potrafią obyć się bez tak agresywnych praktyk.
Marketing ponad immersję, gdzie leży granica?
Problem nie dotyczy wyłącznie Battlefielda 6. Coraz więcej gier AAA stosuje nachalne formy monetyzacji, testując cierpliwość graczy. Reklamy, wyskakujące komunikaty o nowych zestawach skórek czy „oferty limitowane czasowo” pojawiają się nawet w menu głównym. Efekt? Zamiast klimatu pola bitwy, poczucie, że trafiliśmy do wirtualnego sklepu.
Trudno jednak oczekiwać szybkich zmian. Jak podkreślają komentujący, dopóki te zabiegi przynoszą realne zyski, wydawcy nie zrezygnują z takiej formy promocji. Battlefield 6 staje się więc symbolem tego, jak bardzo branża gier AAA zaczyna przypominać świat aplikacji mobilnych.
Czy to już nowa norma w branży AAA?
Ostatecznie gracze czują, że to walka z wiatrakami. Bo choć fora kipią od negatywnych opinii, statystyki sprzedaży i mikrotransakcji często pokazują, że „nachalny marketing” po prostu działa. A dopóki działa, pozostanie.
Battlefield 6 ma więc dziś nie tylko rywali w postaci konkurencyjnych shooterów, ale i własny problem wizerunkowy. Bo trudno mówić o immersji, gdy ekran startowy przypomina billboard.
Kto wie, może faktycznie najlepszym dodatkiem do Battlefielda byłby… adblock.