Tempo rozwoju Battlefield 6 coraz częściej budzi frustrację wśród graczy. Porównania z Battlefieldem 4 wypadają dla „szóstki” wyjątkowo niekorzystnie, zwłaszcza jeśli chodzi o liczbę nowych map. Społeczność otwarcie pyta, czy model live-service naprawdę się sprawdza?
Cztery mapy w pięć miesięcy, to ma być wsparcie?
Wraz z oficjalną zapowiedzią 2. sezonu Battlefield 6 emocje w społeczności ponownie sięgnęły zenitu. DICE potwierdziło, że gracze otrzymają dwie nowe mapy, dokładnie tyle samo, ile w sezonie pierwszym. W praktyce oznacza to, że przez około pięć miesięcy od premiery Battlefield 6 dostarczy zaledwie cztery nowe lokacje.
W efekcie gracze odnoszą wrażenie, że rozwój gry utknął w miejscu, a świeżych bodźców do powrotu na serwery po prostu brakuje.
Battlefield 4 jako punkt odniesienia
Porównania do Battlefielda 4 pojawiają się w dyskusjach wyjątkowo często i nie bez powodu. W pierwszych pięciu miesiącach od premiery „czwórka” otrzymała aż trzy duże dodatki DLC: Drugie Uderzenie, Chińską Nawałnicę oraz Wojnę na Morzu. Każdy z nich zawierał cztery nowe mapy.
W praktyce oznaczało to łącznie 12 nowych lokacji w podobnym okresie, w którym Battlefield 6 dostarczy tylko cztery. Oprócz map gracze dostawali także nowe tryby, bronie i pojazdy. Innymi słowy, tempo było nieporównywalnie szybsze, nawet jeśli model premium DLC miał swoje wady i był wówczas mocno krytykowany.
Live-service pod ostrzałem graczy
Dziś wielu fanów otwarcie przyznaje, że woli stary model płatnych dodatków niż obecne podejście live-service. Cytowani użytkownicy Reddita zwracają uwagę, że w przypadku Battlefield 6 trudno dostrzec realne zaangażowanie w szybkie i regularne dostarczanie nowej zawartości.
Co istotne, Battlefield 6 rozwijany jest przez kilka zespołów w ramach tzw. Battlefield Studios. Teoretycznie powinno to przyspieszyć produkcję map i aktualizacji. Tymczasem w praktyce efekt jest odwrotny, co tylko potęguje frustrację.
Społeczność traci cierpliwość
Gracze podkreślają, że Battlefield 6 nie powinien zaczynać 2. sezonu z zaledwie dwiema mapami, zwłaszcza po dodatkowych opóźnieniach. Dla wielu to sygnał, że plan rozwoju gry został ustalony zbyt konserwatywnie i trudno spodziewać się nagłych zmian.
Z czasem problem może być jeszcze poważniejszy. Im wolniej pojawia się nowa zawartość, tym mniej aktywnych graczy zostaje na serwerach. To z kolei może przełożyć się na dłuższe czasy wyszukiwania meczów i mniejszą różnorodność rozgrywek, czyli klasyczny efekt kuli śnieżnej.
Co to oznacza dla przyszłości Battlefield 6?
Na ten moment nic nie wskazuje na to, by DICE planowało przyspieszenie tempa aktualizacji. Harmonogram sezonów jest najpewniej ustalony z wyprzedzeniem, a zmiana modelu dostarczania map w trakcie cyklu życia gry byłaby logistycznie bardzo trudna.
Jednak presja społeczności rośnie. Battlefield 6 coraz częściej staje się przykładem na to, że model live-service nie zawsze oznacza więcej i szybciej. Czas pokaże, czy DICE wyciągnie wnioski, albo czy gracze po prostu przeniosą się tam, gdzie nowa zawartość pojawia się częściej.
Podsumowanie
Jak widać, porównanie Battlefield 6 z Battlefield 4 wypada dla nowej odsłony wyjątkowo słabo. Cztery mapy w pięć miesięcy kontra dwanaście w podobnym okresie to różnica, którą trudno zignorować. Czy DICE zdoła odwrócić ten trend, zanim frustracja graczy przerodzi się w masowy odpływ?