Dlaczego nikt nie kupił legendarnej edycji kolekcjonerskiej Dying Light za 1,25 mln zł?

Dying light edycja kolekcjonerska my apocalypse
fot: mat. pras. X / @_akreon_
Udostępnij na Facebook
Udostępnij na Twitter

Techland przed premierą Dying Light przygotował wyjątkową edycję kolekcjonerską, której zawartość robiła ogromne wrażenie. W pakiecie znalazł się nawet prawdziwy schron przeciw zombie! Mimo to, nikt nie zdecydował się na jej zakup. Twórcy przyznają, że… to dobrze!

Niezwykła edycja kolekcjonerska Dying Light: co w niej było?

Gdy w 2015 roku zbliżała się premiera Dying Light, Techland zaprezentował jedną z najbardziej szalonych edycji kolekcjonerskich w historii gier. „My Apocalypse Edition” została wyceniona na zawrotne 250 tysięcy funtów (dziś ponad 1,25 mln zł). W jej skład wchodziły:

fot: mat. pras. X / @DualShockers

  • Figura Volatile w skali 1:1 – realistyczna rzeźba przerażającego przeciwnika z gry.
  • Unikalna personalizacja w grze – zdjęcie twarzy nabywcy na modelu Nocnego Łowcy.
  • Prawdziwy schron przeciw zombie – w pełni funkcjonalne miejsce do przetrwania apokalipsy.
  • Lekcje parkouru – szkolenie inspirowane mechaniką ruchu w grze.
  • Cztery kopie gry w steelbookach – każda z autografami twórców.
  • Noktowizor i zestaw pieluch dla dorosłych – „niezbędne” wyposażenie na przerażające noce w grze.
  • Dwie pary słuchawek – dla lepszej immersji.
  • Wycieczka do siedziby Techlandu – spotkanie z twórcami i ekskluzywne doświadczenie zza kulis.

Dlaczego nikt jej nie kupił?

Choć zawartość wydania mogła imponować, cena skutecznie odstraszyła potencjalnych nabywców. W rozmowie z Insider Gaming, Paulina Dziedziak, menedżer ds. PR w Techlandzie, przyznała, że edycja „My Apocalypse” od początku była bardziej chwytem marketingowym niż realnym produktem:

„To był chwyt PR-owy i przyciągnął uwagę mediów ze względu na swoją dziką i przesadną naturę. Świetnie się sprawdził, jeśli chodzi o zwrócenie uwagi, ale nikt jej nie kupił – na całe szczęście!”

Sprytna strategia marketingowa

Techland doskonale wiedział, że edycja kolekcjonerska o tak wysokiej cenie stanie się medialną sensacją. Kampania promocyjna Dying Light dzięki temu zyskała dodatkowy rozgłos, a gra trafiła na pierwsze strony serwisów gamingowych.

Nie wiadomo jednak, co by się stało, gdyby ktoś rzeczywiście zdecydował się na zakup. Czy firma naprawdę była gotowa na budowę schronu i spełnienie wszystkich obietnic? Tego już się nie dowiemy.