Borderlands 4 miało być wielkim powrotem kultowej serii, ale gracze zamiast dobrej zabawy dostali falę frustracji. Najnowsza odsłona cierpi na problemy z wydajnością, a „rady” od samego szefa studia Gearbox dolały oliwy do ognia.
Premiera pełna emocji, ale niekoniecznie pozytywnych
Na pierwszy rzut oka Borderlands 4 wystartowało nieźle, w szczytowym momencie na Steam grało w nie ponad 200 tysięcy osób. Jednak to, co mogło być powodem do dumy, szybko okazało się kłopotliwe. Opinie na platformie są mieszane, a przyczyną są głównie problemy techniczne. Crashe, długie ładowanie shaderów i brak płynności nawet na mocniejszych pecetach skutecznie psują frajdę z rozgrywki.
Trudno się dziwić, że gracze oczekiwali szybkiej reakcji od twórców. Zamiast patcha lub choćby konkretnej zapowiedzi poprawek, usłyszeli jednak poradę, która (delikatnie mówiąc) nie przypadła im do gustu.
Pitchford i „magiczna rada”
Randy Pitchford, szef Gearbox Software, postanowił odnieść się do krytyki. Na platformie X udostępnił poradnik stworzony przez Moxsy’ego, popularnego twórcę treści związanego z Borderlands. Wskazówki miały pomóc w zwiększeniu liczby klatek na sekundę. Problem w tym, że kluczową „radą” było… włączenie DLSS i frame generation.
Brzmi znajomo? Nic dziwnego. To standardowe narzędzia w arsenale Nvidii, które od lat dzielą graczy. Dla jednych są zbawieniem, dla innych, dowodem na to, że deweloperzy maskują nimi braki optymalizacji.
DLSS: lekarstwo czy półśrodek?
Technologie takie jak DLSS i generowanie klatek rzeczywiście potrafią podnieść wydajność. Jednak dla wielu to raczej sztuczka niż realne rozwiązanie. Wygenerowane przez sztuczną inteligencję klatki nie zawsze wyglądają naturalnie, co odbija się na jakości obrazu. Co więcej, starsze i tańsze karty graficzne w ogóle nie wspierają tych technologii, więc część graczy została z niczym.
Przykład z naszego podwórka? Polscy użytkownicy na forach często zwracają uwagę, że nawet na RTX 4070 gra potrafi „chrupać” w intensywnych momentach. A skoro sprzęt za kilka tysięcy złotych nie daje rady, to co ma powiedzieć ktoś grający na karcie średniej klasy?
Gracze oczekują czegoś więcej
Nic dziwnego, że internet zawrzał. Dla wielu fanów Borderlands 4 taka „rada” od szefa studia to nic innego jak unikanie odpowiedzialności. Oczekiwania są proste, gra powinna działać płynnie bez trików i dodatkowych technologii. Inaczej mówiąc, optymalizacja powinna być wbudowana w kod, a nie „doklejana” przez sztuczną inteligencję.
Czy Gearbox odbuduje zaufanie?
Historia zna podobne przypadki. Wystarczy przypomnieć premierę Cyberpunka 2077 czy Assassin’s Creed Unity, gry z problemami technicznymi potrafią się podnieść, ale wymaga to miesięcy ciężkiej pracy i regularnych aktualizacji. Pytanie, czy Gearbox wyciągnie wnioski i czy gracze będą cierpliwi.
Podsumowanie
Borderlands 4 wciąż ma potencjał, by stać się świetną strzelanką, ale obecnie rozmowy o grze skupiają się na wydajności i niefortunnych radach Randy’ego Pitchforda. Koniec końców to nie marketingowe slogany, ale działający kod zdecyduje, czy gracze zostaną na dłużej. A Wy, dalibyście Gearboxowi drugą szansę, czy odłożyliście serię na półkę?