Resident Evil Requiem ocenzurowane w Japonii. „To naprawdę zabija immersję”

Resident Evil Requiem
fot: mat. pras. CAPCOM
Udostępnij na Facebook
Udostępnij na Twitter
Spis treści

Japońska wersja Resident Evil Requiem wywołała falę krytyki wśród lokalnych graczy. Powód? Widoczna gołym okiem cenzura brutalnych scen. Czarne pola zasłaniające fragmenty obrazu sprawiają, że część fanów mówi wprost, tak nie powinno to wyglądać.

Cenzura w Resident Evil Requiem. Czarne plamy zamiast detali

W Japonii za klasyfikację gier odpowiada organizacja CERO. To właśnie jej regulacje wymuszają ograniczenia w przedstawianiu przemocy, zwłaszcza w kontekście scen gore. Resident Evil Requiem otrzymało najwyższą kategorię wiekową, jednak nawet ona nie pozwala na pełną swobodę w prezentowaniu drastycznych treści.

W efekcie Capcom zastosował rozwiązanie, które gracze znają już z przeszłości. Makabryczne fragmenty obrazu zasłonięto czarnymi polami. Problem w tym, że tym razem są one wyjątkowo widoczne. Nie przypominają subtelnego przyciemnienia czy zmiany kadru. Wyglądają raczej jak brak tekstury. To psuje odbiór, zwłaszcza w momentach kulminacyjnych.

Co więcej, część użytkowników Reddita zwraca uwagę, że podobne praktyki stosowano już przy Resident Evil 4. Tam jednak brutalność była mniej realistyczna. W Resident Evil Requiem twórcy postawili na bardziej bezpośrednią i graficzną przemoc, dlatego kontrast między wizją artystyczną a cenzurą stał się znacznie wyraźniejszy.

PC bez ograniczeń? Niekoniecznie

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w przypadku wersji komputerowej. CERO formalnie nie reguluje rynku PC w takim samym stopniu jak konsol. Teoretycznie więc Capcom mógł wydać Resident Evil Requiem w Japonii bez ingerencji w treść, przynajmniej na tej platformie.

Tak się jednak nie stało. Firma zdecydowała się na ujednolicenie cenzury także w wydaniu pecetowym. Dlaczego? Oficjalnego wyjaśnienia brak. Można przypuszczać, że chodzi o spójność dystrybucji lub kwestie wizerunkowe, lecz to jedynie domysły.

Tymczasem gracze czują rozczarowanie. Zwłaszcza że przed premierą reżyser gry, Koshi Nakanishi, zapewniał, iż japońska wersja „choć nie jest identyczna z globalną, pozostaje porównywalna”. Dla części odbiorców czarne prostokąty w kluczowych scenach nie mieszczą się w tej definicji.

Immersja kontra regulacje

Seria Resident Evil od lat buduje napięcie poprzez realizm i bezpośredniość. Gracze oczekują intensywnych emocji, niekiedy balansujących na granicy komfortu. To element DNA marki.

Dlatego reakcja japońskiej społeczności nie dziwi. Immersja w horrorze działa jak cienka nić, wystarczy drobny zgrzyt, by pękła. Czarne plamy pojawiające się w dramatycznym momencie przypominają, że obcujemy z produktem poddanym zewnętrznej ingerencji. A to wybija z rytmu.

Podobne dyskusje pojawiały się już wcześniej przy innych tytułach z gatunku survival horror. Jednak w przypadku Resident Evil Requiem temat wybrzmiał szczególnie mocno, bo gra stawia na realizm wizualny bardziej niż wiele poprzednich odsłon.

Co dalej z japońskimi wydaniami?

Podsumowując, sprawa cenzury w Resident Evil Requiem pokazuje napięcie między lokalnym prawem a globalnymi oczekiwaniami fanów. Z jednej strony Capcom musi respektować regulacje CERO. Z drugiej, gracze porównują wersje regionalne w kilka minut, choćby dzięki mediom społecznościowym.

Czy firma zmieni podejście przy kolejnych projektach? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne: w dobie globalnej dystrybucji różnice regionalne są bardziej widoczne niż kiedykolwiek. A fani horroru rzadko idą na kompromisy.