Premiera wersji 1.0 Escape from Tarkov miała być symbolicznym zwieńczeniem wieloletniego rozwoju gry. Zamiast tego finał na mapie Terminal wywołał jedną z największych kontrowersji w historii tytułu. Twórcy spełnili prośbę graczy, ale w sposób, którego mało kto się spodziewał.
Finał, na który gracze czekali latami
Escape from Tarkov od początku budowało swoją tożsamość na bezkompromisowym realizmie i bezlitosnych decyzjach. Wraz z premierą wersji 1.0 gracze po raz pierwszy otrzymali pełnoprawne zakończenie rozgrywki, osadzone na nowej mapie Terminal. To właśnie tam znajduje się ostatnia sekwencja gry, prowadząca do ewakuacji z Tarkova.
Kluczowym elementem finału jest ucieczka potężną łodzią desantową Zubr. Problem w tym, że od samego początku liczba miejsc była ograniczona, co uniemożliwiało ewakuację pełnych oddziałów. Dla gry, która od lat promuje kooperację, był to punkt zapalny.
„Zróbcie z tym coś” społeczność zabiera głos
Temat szybko podchwycili streamerzy i twórcy treści. Velion, jeden z bardziej rozpoznawalnych graczy Escape from Tarkov, publicznie zaapelował do Battlestate Games o zmianę mechaniki. Postulat był prosty: skoro drużyna wspólnie przechodzi najtrudniejsze wyzwania w grze, powinna móc wspólnie ją ukończyć.
Na odpowiedź Nikity Buyanova, szefa studia, nie trzeba było długo czekać. Jego lakoniczne „To zostało już zmienione” wielu graczy odczytało jako zapowiedź kompromisu. Jak się jednak okazało, zbyt optymistycznie.
Jedno miejsce. Jedno zwycięstwo. Zero sentymentów
Jak ujawnił Pestily, legenda sceny Escape from Tarkov, zmiana faktycznie weszła w życie. Zamiast zwiększenia pojemności Zubra, twórcy… ograniczyli ją do jednego miejsca. Bez względu na liczebność drużyny, tylko jeden gracz może ukończyć grę.
W praktyce oznacza to brutalny finał: pięcioosobowy oddział może przetrwać falę botów, chaos Terminala i dziesiątki minut napiętej walki, tylko po to, by na końcu stanąć przed wyborem, kto „zasługuje” na ucieczkę. Pozostali przegrywają, definitywnie.
Genialny design czy złośliwość dewelopera?
Decyzja Battlestate Games błyskawicznie podzieliła społeczność. Część graczy zarzuca twórcom cynizm i ignorowanie ducha kooperacji. Inni z kolei bronią rozwiązania, wskazując, że Escape from Tarkov zawsze było grą o zdradzie, egoizmie i przetrwaniu za wszelką cenę.
W tym kontekście finał wydaje się logicznym domknięciem całej filozofii projektu. Nie ma tu happy endu, jest tylko wybór, a konsekwencje są nieodwracalne.
Podsumowanie
Escape from Tarkov po raz kolejny udowadnia, że nie zamierza iść na kompromisy z oczekiwaniami masowego odbiorcy. Pytanie brzmi: czy gracze zaakceptują finał, w którym nagrodę zgarnia tylko jeden, czy też będzie to moment, który na stałe podzieli społeczność gry? Jedno jest pewne, o tym zakończeniu jeszcze długo będzie głośno.