Randy Pitchford po raz kolejny znalazł się na celowniku graczy. Zamiast tonować nastroje wokół Borderlands 4, szef Gearboxa doradził niezadowolonym fanom… żeby zwrócili grę. Czy taka postawa nie okaże się gwoździem do trumny wizerunku studia?
„Nie podoba się? Oddajcie grę”
Borderlands 4 miało być wielkim powrotem jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii looter shooterów. Jednak premiera z 11 września na PC oraz dzień później na konsolach PS5 i Xbox Series X/S szybko wywołała falę emocji. Sporo osób narzeka na problemy techniczne, od przycięć animacji po konieczność wymuszania DLSS, by osiągnąć stabilną płynność.
Pitchford, zamiast obiecać szybkie poprawki, zasugerował graczom… zwrot gry na Steamie. „Jeśli nie jesteście zadowoleni, po prostu ją oddajcie” napisał na platformie X. Trudno o bardziej bezpośrednią odpowiedź.
You can do whatever you want. The game is the game. Please get a refund from Steam if you aren't happy with it. You made an analogy to a vehicle. I would not put a Ferrari engine in a monster truck and expect it to drive like a Ferrari. If you tell me about your specification, I…
— Randy Pitchford (@DuvalMagic) September 16, 2025
Ferrari kontra monster truck
Szef Gearboxa posłużył się także nietypową metaforą. Stwierdził, że nie można oczekiwać, aby „silnik Ferrari” działał w „monster trucku”. Innymi słowy, według niego część problemów leży po stronie graczy i ich konfiguracji sprzętowej. Dodał przy tym, że Borderlands 4 zapewnia „niezłe wrażenia przy 30 fps i świetne przy 60 fps”.
Tego typu komentarze szybko podchwycili użytkownicy X. „Twoja arogancja sprawi, że Borderlands 4 nigdy nie będzie grą must have” napisał jeden z nich. Inny zaś radził Pitchfordowi, aby „zatrudnił osobę od social mediów”, skoro sam nie potrafi prowadzić dialogu ze społecznością.
Gra kontra reputacja
Paradoks polega na tym, że Borderlands 4 zbiera całkiem solidne recenzje w mediach branżowych. Wersje konsolowe i PC doczekały się średnich ocen w okolicach 80 punktów, co oznacza produkcję naprawdę udaną. Tymczasem wrażenia graczy są bardziej mieszane, a napięte interakcje w sieci tylko dolewają oliwy do ognia.
Warto przy tym dodać, że tytuł wkrótce trafi także na Nintendo Switch 2 (3 października). W teorii to kolejna szansa na poszerzenie grona odbiorców. W praktyce (o ile sytuacja wizerunkowa się nie uspokoi) gra może na starcie napotkać chłodne przyjęcie.
Czy Pitchford powinien milczeć?
Historia zna wiele przykładów, gdy nieprzemyślane wypowiedzi deweloperów wpływały na odbiór gier. Pitchford nie jest w tym wyjątkiem. Jego ostrzejsze reakcje mogą podważać zaufanie do Gearboxa i to w momencie, gdy seria Borderlands walczy o utrzymanie statusu kultowej marki.
Podsumowując: Borderlands 4 to solidny looter shooter, ale zamiast koncentrować się na aktualizacjach i wsparciu technicznym, Gearbox musi teraz gasić pożar wizerunkowy. Pytanie brzmi, czy słowa Pitchforda odbiorą grze więcej graczy, niż bugi i spadki fps?