Resident Evil może w końcu trafić do Japonii. Capcom rozważa kierunek, o którym fani marzą od lat

Resident Evil w Japonii
fot: Redakcja Game Nest
Udostępnij na Facebook
Udostępnij na Twitter
Spis treści

Resident Evil może w przyszłości zabrać graczy do Japonii. Producent Resident Evil Requiem, Masato Kumazawa, przyznał, że taka lokacja od dawna chodzi po głowie zarówno japońskim fanom, jak i samym twórcom z Capcomu.

Resident Evil w Japonii brzmi jak naturalny krok dla serii

Resident Evil od trzech dekad straszy graczy w różnych zakątkach świata, ale jednej lokacji wciąż brakuje na mapie serii. Chodzi o Japonię, czyli kraj, z którego pochodzi Capcom i jedna z najważniejszych marek survival horroru w historii gier.

Temat powrócił za sprawą Masato Kumazawy, producenta Resident Evil Requiem. Deweloper przyznał, że japońska sceneria to coś, o czym myślało wielu fanów Resident Evil w Japonii. Co więcej, sam również brał taki kierunek pod uwagę. Nie jest to oficjalna zapowiedź nowej gry, ale wyraźny sygnał, że pomysł nie leży poza stołem.

To ważne, bo Resident Evil zawsze mocno opierał klimat na miejscu akcji. Raccoon City, hiszpańska wioska z Resident Evil 4, Luizjana z Resident Evil 7 czy mroczna, wschodnioeuropejska osada z Village nie były tylko tłem. Każda z tych lokacji budowała własny rodzaj grozy.

Capcom nie potwierdza gry, ale daje fanom powód do spekulacji

Kumazawa podkreślił, że zespół Resident Evil pracuje głównie w Japonii, więc trudno uniknąć myśli o osadzeniu serii właśnie tam. Jednocześnie zaznaczył, że marka musi zachowywać swoje fundamenty, ale nie może cały czas oferować tego samego.

I właśnie dlatego Resident Evil w Japonii miałby sens. Taka odsłona mogłaby połączyć biologiczny horror znany z serii z zupełnie inną estetyką miejsca. Wąskie uliczki, opuszczone górskie miejscowości, nowoczesne dzielnice wielkich miast albo lokalne legendy mogłyby dać Capcomowi świeży materiał na straszenie graczy.

Na ten moment nie wiadomo jednak, czy ewentualny projekt byłby główną częścią serii, spin-offem, czy dopiero pomysłem na dalszą przyszłość. Najważniejsze jest jedno, producent nie zamknął tematu.

Silent Hill f pokazał, że japoński horror znów działa na wyobraźnię

Porównanie z Silent Hill f nasuwa się samo. Konami zdecydowało się przenieść swoją kultową serię do Japonii lat 60., pokazując, że odejście od znanych amerykańskich miasteczek może być dla horroru ogromną szansą.

Resident Evil ma oczywiście inną tożsamość niż Silent Hill. Capcom stawia bardziej na zagrożenie biologiczne, akcję, eksperymenty i korporacyjne spiski. Mimo to Japonia mogłaby nadać serii nowy rytm bez zrywania z jej DNA.

Dla graczy oznaczałoby to przede wszystkim świeżość. Po latach powrotów do znanych bohaterów, wirusów i organizacji Capcom mógłby otworzyć zupełnie nowy rozdział. Pytanie tylko, czy zrobi to z Leonem, Jill, Chrisem lub Claire, czy postawi na całkiem nowych protagonistów.

Resident Evil potrzebuje takiego ryzyka?

Ostatnie odsłony pokazały, że Capcom nie boi się zmian. Resident Evil 7 wprowadził perspektywę pierwszoosobową i Ethana Wintersa, Village poszło w bardziej gotycki klimat, a Requiem ponownie miesza nowe postacie z dziedzictwem Raccoon City.

Japonia mogłaby być kolejnym mocnym zwrotem. Nie chodzi tylko o zmianę dekoracji, ale o możliwość zbudowania horroru na innych skojarzeniach, napięciach i przestrzeniach. A seria, która istnieje od 30 lat, potrzebuje właśnie takich impulsów, by nie stać się zakładnikiem własnej legendy.

Na razie pozostaje jednak czekać. Resident Evil w Japonii nie został zapowiedziany, ale po słowach Kumazawy trudno udawać, że temat nie istnieje. A jeśli Capcom faktycznie kiedyś pójdzie w tym kierunku, może to być jedna z najciekawszych zmian w historii serii.