Valve wprowadziło nowe wytyczne dotyczące regionalnych cen na Steamie, ale zamiast uspokoić nastroje, wywołało kolejną falę krytyki. Polscy gracze i twórcy wskazują, że proponowane ceny nadal są zawyżone. Co więcej, społeczność zaczęła się mobilizować, by wymusić kolejne zmiany.
Nowy system, stare problemy, co poszło nie tak?
Przez lata jednym z największych zarzutów wobec Valve był sposób przeliczania cen gier na złotówki. Różnice względem euro czy dolara potrafiły być naprawdę bolesne dla portfela. W skrajnych przypadkach gracze w Polsce płacili wyraźnie więcej za te same tytuły.
Dlatego zapowiedź zmian wzbudziła spore nadzieje. Valve wprowadziło trzy modele ustalania cen, prosty kurs walutowy, model oparty na sile nabywczej oraz domyślną konwersję wielozmienną. Ta ostatnia uwzględnia m.in. kursy walut, wydatki konsumenckie i lokalną specyfikę rynku. Brzmi dobrze? Na papierze tak. W praktyce, już niekoniecznie.
„Ponad 120% różnicy”, liczby mówią same za siebie
Najwięcej emocji budzi właśnie domyślny model, czyli konwersja wielozmienna. Według wyliczeń społeczności sugerowane ceny w Polsce mogą być nawet o ponad 120% wyższe niż te oparte wyłącznie na sile nabywczej.
To oznacza jedno, mimo zmian, wiele gier nadal może kosztować u nas więcej, niż „powinno” w relacji do zarobków. Problem, który miał zniknąć, wciąż wraca jak bumerang.
Co więcej, to deweloperzy decydują, z którego modelu skorzystają. A to oznacza, że nawet najlepsze wytyczne nie gwarantują niższych cen w praktyce.
Społeczność reaguje. „Zróbmy hałas”
Valve zostawiło jednak furtkę. Firma otwarcie zachęca do zgłaszania opinii i błędów w nowych narzędziach cenowych. I właśnie z tej możliwości zaczęli korzystać gracze.
W sieci szybko pojawiły się apele o masowe działania, komentowanie, zgłaszanie i wywieranie presji. Jednym z głośniejszych przykładów jest inicjatywa związana z podcastem MKwadrat, gdzie użytkownicy zachęcają do aktywności na forum Steam.
Przekaz jest prosty, obecne sugerowane ceny są błędne i wymagają korekty.
Co ciekawe, pojawiły się też pomysły zaangażowania polityków. Jednak część społeczności podchodzi do tego ostrożnie, obawiając się niepotrzebnych napięć.
Co to oznacza dla polskich graczy i rynku?
Krótko mówiąc, sytuacja nadal jest dynamiczna. Z jednej strony Valve wykonało krok w dobrą stronę, reagując na wieloletnią krytykę. Z drugiej jednak, efekt końcowy wciąż nie spełnia oczekiwań wielu użytkowników.
Dla polskich graczy oznacza to jedno, ceny mogą się różnić jeszcze bardziej w zależności od decyzji wydawców. Z kolei dla deweloperów, większą odpowiedzialność za to, jak ich gry są wyceniane lokalnie.
A co dalej? Jeśli presja społeczności będzie rosła, niewykluczone są kolejne korekty systemu. Historia Steama pokazuje, że Valve potrafi reagować, choć zwykle z opóźnieniem.