Assassin’s Creed: Black Flag Resynced ma zachować charakter kultowej pirackiej przygody, ale Ubisoft wyraźnie odświeży sposób eksploracji świata. Remake postawi na płynniejsze podróże, bardziej realistyczne życie na morzu i kilka zmian, które mogą znacząco wpłynąć na tempo rozgrywki.
Black Flag Resynced nie będzie tylko graficznym odświeżeniem
Assassin’s Creed: Black Flag Resynced nie zapowiada się na prosty remake w stylu „ładniej, ale tak samo”. Ubisoft chce zachować fundament, który sprawił, że oryginał z 2013 roku do dziś jest jedną z najbardziej lubianych odsłon serii, ale jednocześnie mocno przebudowuje eksplorację otwartego świata. Największe zmiany mają dotyczyć morza, podróżowania oraz sposobu przygotowywania się do wypraw.
To ważna informacja, bo Black Flag zawsze żyło właśnie dzięki tej pirackiej fantazji. Edward Kenway, Jackdaw, abordaże, forty, burze i swobodne pływanie po Karaibach tworzyły klimat, którego późniejsze części Assassin’s Creed nie odtworzyły w taki sam sposób. Remake ma więc trudne zadanie: odświeżyć klasyka, ale nie zgubić jego ducha.
Edward Kenway pozostanie sobą, a Ubisoft nie chce zmieniać jego charakteru
Największe obawy fanów dotyczą zwykle fabuły i głównego bohatera. Edward Kenway od początku wyróżniał się na tle protagonistów Assassin’s Creed. Nie był wzorowym asasynem ani szlachetnym wojownikiem sprawy. Na początku historii kierował się przede wszystkim zyskiem, zawierał układy, działał brutalnie i dopiero z czasem przechodził przemianę.
Ubisoft nie zamierza tej drogi przepisywać na nowo. Richard Knight, reżyser Assassin’s Creed: Black Flag Resynced, podkreślił, że twórcy chcą zachować ducha Edwarda i opowiedzieć tę samą historię, ale z większą wiernością oraz nowocześniejszym doświadczeniem rozgrywki. To dobra wiadomość dla fanów, bo właśnie ta niejednoznaczność Kenwaya była jednym z powodów, dla których Black Flag tak mocno zapadło w pamięć.
Morska eksploracja w Assassin’s Creed: Black Flag Resynced ma być znacznie płynniejsza
Największe zmiany pojawią się jednak nie w samej historii, lecz w sposobie poruszania się po świecie. Assassin’s Creed: Black Flag Resynced ma ograniczyć bariery, które w oryginale wynikały z technologii poprzednich generacji. Gracze nie powinni już odczuwać tak wyraźnego podziału między podróżą morską a eksploracją lądu.
W praktyce oznacza to płynniejsze przechodzenie między pokładem statku, portami, wyspami i kolejnymi aktywnościami. Ubisoft chce, aby świat sprawiał wrażenie bardziej spójnego, a nie podzielonego na osobne fragmenty. Do tego dochodzą usprawnienia nawigacji, własne punkty na mapie oraz automatyczne sterowanie statkiem, które powinno ułatwić dłuższe rejsy.
To może wydawać się drobiazgiem, ale dla tempa rozgrywki ma ogromne znaczenie. W Black Flag najwięcej frajdy dawało właśnie płynne przeskakiwanie między polowaniem na statki, eksploracją wysp, zbieraniem skarbów i atakowaniem fortów. Jeśli remake faktycznie ograniczy techniczne przerwy, całość może działać znacznie naturalniej.
Nowe regiony, forty i bardziej nieprzewidywalna pogoda
Assassin’s Creed: Black Flag Resynced ma wprowadzić również nowe regiony do odwiedzenia. Każdy z nich otrzyma własny fort, a jego zdobycie odsłoni dodatkowe znaczniki oraz odblokuje misje powiązane z minigrą Flota Kenwaya. To rozsądny kierunek, bo forty w oryginale pełniły rolę bardzo wyraźnych punktów kontroli świata.
Ciekawie zapowiada się także bardziej realistyczna pogoda. System pogodowy ma wpływać na fale, burze oraz zachowanie obiektów w świecie gry. Dla graczy oznacza to jedno: morze może stać się mniej przewidywalne. A skoro Black Flag opiera się na żegludze, pościgach i walce okrętów, taka zmiana może mocno podbić immersję.
To właśnie tutaj remake ma największą szansę pokazać sens swojego istnienia. Ładniejsza grafika to jedno, ale bardziej żywy ocean, gwałtowne sztormy i płynniejsza eksploracja mogą realnie zmienić odbiór całej przygody.
Kabina kapitańska i oficerowie zmienią przygotowania do wypraw
Ubisoft przebuduje też część systemów związanych z Jackdawem. W kabinie Edwarda nie wykonamy już wszystkich czynności znanych z oryginału. Zarządzanie ładunkiem, kupowanie ulepszeń oraz uzupełnianie amunicji zostaną przeniesione do portów. Dzięki temu wyprawy mają wymagać lepszego przygotowania.
To mała, ale znacząca zmiana. Gracz nie będzie mógł wszystkiego poprawić w dowolnym momencie, więc dłuższe rejsy powinny mieć większą wagę. Przed wypłynięciem trzeba będzie pomyśleć o zapasach, amunicji i stanie statku. Brzmi to jak próba dodania strategicznej warstwy bez zamieniania Black Flag w pełnoprawnego RPG-a.
Do załogi dołączą również unikatowi oficerowie z własnymi umiejętnościami. Wśród nich pojawią się między innymi szkutniczka Lucy Baldwin, mistrz artylerii Tobias „Deadman” Smith oraz Padre, czyli ksiądz wykorzystujący dawne umiejętności bojowe podczas abordażów. To może urozmaicić rozwój załogi i dać graczom więcej powodów do wykonywania dodatkowych misji.
Nurkowanie wraca, ale ma dawać więcej swobody
W Assassin’s Creed: Black Flag Resynced powróci także nurkowanie. Tym razem eksploracja głębin ma być swobodniejsza, ponieważ gracze dostaną możliwość sprawdzania podwodnych lokacji w różnych miejscach. To otwiera drogę do szukania ukrytych skarbów przy bezludnych wyspach, a także do bardziej zaskakujących ataków na wrogie statki.
Jeżeli Ubisoft dobrze wykorzysta ten system, eksploracja może stać się mniej schematyczna niż w oryginale. Zamiast odhaczać kolejne punkty na mapie, gracze dostaną więcej okazji do samodzielnego odkrywania świata. A to w remake’u Black Flag brzmi jak dokładnie ten kierunek, którego fani mogli oczekiwać.
Komentarze
Jeszcze nie ma komentarzy.