Steam Machine od początku budziło duże oczekiwania. Sprzęt Valve miał połączyć prostotę konsoli z elastycznością peceta, a do tego korzystać ze SteamOS i biblioteki Steam. Po ujawnieniu cen rozmowa szybko zeszła jednak na mniej przyjemny temat, dlaczego urządzenie kosztuje tyle, ile kosztuje? Odpowiedź jest krótka, ale dla graczy bardzo niewygodna. Rynek pamięci nie zostawił Valve dużego pola manewru.
Valve dostało ofertę typu „bierzesz albo wypadasz”
Pierre-Loup Griffais z Valve w rozmowie z Gamers Nexus zdradził, że firma nie miała klasycznych, długoterminowych kontraktów na zakup pamięci RAM. Dostawcy mieli co miesiąc przedstawiać konkretną cenę i określoną liczbę dostępnych modułów. Valve mogło tylko zaakceptować warunki albo odmówić.
Najmocniej brzmi zdanie, że gdyby firma powiedziała „nie”, dostawcy mogliby już nigdy więcej z nią nie rozmawiać. To dobrze pokazuje, jak trudny zrobił się rynek pamięci. Nawet Valve, czyli właściciel jednej z największych platform gamingowych na świecie, nie mogło po prostu usiąść do stołu i wynegocjować lepszych warunków.
Efekt widać w cenie Steam Machine. W aktualnym zestawieniu urządzenie startuje od 4698 zł za wariant 512 GB, a wersja 2 TB kosztuje 5739 zł.
Kryzys RAM-u zmienił kalkulacje Valve
Sytuacja Valve nie wzięła się znikąd. Od miesięcy producenci sprzętu ostrzegają, że pamięci RAM i nośniki danych drożeją przez ogromny popyt ze strony firm rozwijających infrastrukturę AI. Producenci pamięci wolą sprzedawać komponenty klientom, którzy kupują masowo i są gotowi płacić więcej.
Sprzęt, który jeszcze niedawno mógłby być wyceniony znacznie agresywniej, dziś trafia na rynek w dużo trudniejszych warunkach. Valve wcześniej sugerowało już, że Steam Machine nie będzie tanim urządzeniem subsydiowanym jak klasyczna konsola. Teraz widać, że doszedł do tego jeszcze kryzys podzespołów.
Dlaczego Valve nie sprzedało Steam Machine bez RAM-u?
Ciekawym wątkiem jest to, że Valve rozważało sprzedaż Steam Machine bez RAM-u i dysku SSD. Na papierze mogłoby to obniżyć cenę startową, a gracze sami dobieraliby podzespoły.
Problemem okazała się konstrukcja urządzenia. Griffais w rozmowie z Adam Savage’s Tested wyjaśniał, że dostęp do dysku jest prosty, ale montaż RAM-u wymagałby już znacznie większej ingerencji. Ze względu na jakość sygnału pamięć musiała znaleźć się w miejscu, które wymagałoby demontażu chłodzenia oraz ponownego ułożenia taśm i anten.
Valve uznało więc, że dla części użytkowników byłoby to zbyt skomplikowane. Steam Machine ma być sprzętem prostszym niż klasyczny PC, a nie urządzeniem, które po zakupie od razu wymaga ostrożnego rozbierania.
Gracze płacą cenę za nową sytuację na rynku
Największy problem Steam Machine nie polega na samej specyfikacji, tylko na momencie premiery. Valve wchodzi z nowym sprzętem wtedy, gdy pamięci i dyski są drogie, a producenci komponentów mogą dyktować warunki.
To nie musi przekreślać urządzenia. SteamOS, wygoda obsługi i dostęp do biblioteki Steam nadal mogą być mocnymi argumentami. Trudno jednak udawać, że cena nie zmieni odbioru Steam Machine. Dla wielu graczy będzie to już nie „tańsza alternatywa dla peceta”, ale pełnoprawny zakup za kilka tysięcy złotych.
Komentarze
Jeszcze nie ma komentarzy.