Rynek sprzętu komputerowego znów pokazuje, że boom na sztuczną inteligencję ma bardzo realną cenę. Tym razem nie chodzi już tylko o karty graficzne ani drożejący RAM. Coraz gorzej wygląda także sytuacja z dyskami SSD, które przez lata były jednym z najłatwiejszych ulepszeń komputera.
Problem może szczególnie zaboleć graczy. Nowe produkcje zajmują coraz więcej miejsca, a szybki nośnik M.2 stał się dziś praktycznie standardem. Jeżeli obecny trend się utrzyma, wymiana dysku w PC, laptopie lub PlayStation 5 może stać się znacznie droższa.
Dlaczego ceny dysków SSD mogą dalej rosnąć?
Najmocniejsze ostrzeżenie padło ze strony Nelsona Duanna, wiceprezesa Silicon Motion. Firma produkuje kontrolery wykorzystywane w dyskach SSD, dlatego dobrze widzi zmiany w łańcuchu dostaw.
Duann w rozmowie z Tom’s Hardware stwierdził, że rynek detaliczny SSD „niemal zniknął”. To mocne słowa, ale dobrze pokazują skalę problemu. Kontrolery sprzedawane wcześniej producentom modułów coraz częściej trafiają nie do sklepów, lecz do gotowych dysków zamawianych przez producentów komputerów.
Powód jest prosty. Firmy takie jak Dell, Lenovo czy HP mają trudności z pozyskaniem wystarczającej ilości pamięci NAND bezpośrednio od producentów. Dlatego coraz mocniej sięgają po gotowe nośniki od zewnętrznych dostawców. Dyski, które wcześniej mogły trafić do normalnej sprzedaży, zaczynają zasilać produkcję gotowych komputerów i laptopów.
Branża AI przejmuje pamięć NAND, a gracze zostają na końcu kolejki
Źródłem kryzysu pozostaje ogromny popyt ze strony centrów danych i systemów AI. Duann ocenia, że w 2027 roku nawet 70-80% pamięci NAND może trafiać do infrastruktury związanej ze sztuczną inteligencją i chmurą.
To zmienia całą hierarchię rynku. Producenci pamięci wolą obsługiwać największych klientów, którzy zamawiają ogromne wolumeny i płacą za produkty enterprise. Tymczasem segment konsumencki staje się mniej atrakcyjny.
Podobny mechanizm widać już przy pamięci operacyjnej. Ceny pamięci RAM już eksplodowały przez boom na AI. Teraz ten sam problem coraz wyraźniej dotyka rynku SSD.
Dla graczy to fatalna kombinacja. Droższy RAM podnosi koszt złożenia komputera, a droższy SSD ogranicza możliwość taniej rozbudowy pamięci. Co więcej, oba komponenty są dziś niezbędne do komfortowego grania.
Producenci PC ratują własną produkcję kosztem sklepów
Najciekawsze w tej sytuacji jest to, że niedobór nie uderza we wszystkich tak samo. Producenci gotowych komputerów nie mogą po prostu zatrzymać taśm produkcyjnych. Dlatego zaczynają skupować gotowe dyski od firm, które wcześniej obsługiwały głównie klientów detalicznych.
To tworzy efekt domina. Dostawcy modułów mają klientów gotowych kupować większe partie sprzętu. W rezultacie mniej nośników trafia do zwykłych sklepów. A gdy podaż maleje, ceny dysków SSD mogą rosnąć jeszcze szybciej.
Nie jest to już zwykła sezonowa podwyżka. Według Tom’s Hardware Silicon Motion spodziewa się, że niedobory NAND pogorszą się w 2027 roku. To oznacza, że problem może zostać z nami dłużej, niż chcieliby gracze i osoby składające PC.
SSD w konsolach i handheldach też może stać się problemem
Droższa pamięć nie dotyczy wyłącznie komputerów stacjonarnych. Dyski SSD są dziś podstawą konsol, handheldów i laptopów gamingowych. Widać to szczególnie przy urządzeniach z większą pojemnością, gdzie nośnik mocno wpływa na końcową cenę sprzętu.
Dobrym przykładem jest Steam Deck OLED. Valve podniosło ceny urządzenia w Polsce, a jako jeden z powodów wskazywano rosnące koszty pamięci oraz magazynowania danych.
Dlatego obecna sytuacja może skomplikować wycenę kolejnych urządzeń. Steam Machine, przyszłe konsole i nowe handheldy będą potrzebowały szybkiej pamięci. Jeśli NAND pozostanie drogi, producenci staną przed trudnym wyborem.
Mogą podnieść ceny, ograniczyć pojemność albo przenieść część kosztów na użytkowników. Żaden z tych scenariuszy nie brzmi dobrze dla graczy.
Komentarze
Jeszcze nie ma komentarzy.