Star Wars: Zero Company miało wszystko, by pierwsze dni po premierze świętować jako wielki sukces. Taktyczna produkcja Bit Reactor zadebiutowała 27 sierpnia 2026 roku, zebrała bardzo dobre recenzje i błyskawicznie znalazła dużą publiczność. Teraz dyskusja wokół samej jakości gry została jednak przyćmiona przez wydarzenia za kulisami studia.
Część użytkowników Steama zaczęła publikować negatywne recenzje nie dlatego, że źle oceniają Zero Company, lecz w ramach protestu przeciwko sposobowi potraktowania deweloperów. Co ciekawe, mimo trwającej burzy Star Wars: Zero Company nadal ma na Steamie status „w większości pozytywnych” opinii. W chwili przygotowywania materiału pozytywnych było 79% spośród ponad 8,8 tys. anglojęzycznych recenzji.
Większość zespołu poza pracą tuż przed premierą
Źródłem kontrowersji jest raport Stephena Totilo z Game File. Przedstawiciel Bit Reactor potwierdził dziennikarzowi, że jeszcze przed premierą Star Wars: Zero Company wielu pracowników studia wysłano na przymusowe bezpłatne urlopy.
Skala problemu może być bardzo duża. W dokumentach związanych ze sporem sądowym współzałożycieli Bit Reactor zapisano, że studio wysłało na urlopy „większość” pracowników i zakończyło współpracę z kontraktorami. Jedno ze źródeł Game File określiło liczbę osób objętych urlopami na około 80%, natomiast inne mówiło o pozostawieniu jedynie szkieletowej załogi potrzebnej do obsługi problemów technicznych po premierze. Samo Bit Reactor nie potwierdziło oficjalnie liczby 80%.
Ważny jest również inny szczegół, według przedstawiciela firmy decyzja należała do Bit Reactor i nie została narzucona przez Electronic Arts ani Disneya. Studio znalazło się przed premierą w trudnej sytuacji finansowej i podejmowało decyzje, zanim było wiadomo, jak dobrze Zero Company poradzi sobie na rynku.
Bit Reactor deklarowało przy tym Game File, że liczy na możliwość ponownego zatrudnienia pracowników i przywrócenia im wynagrodzeń, jeżeli sukces gry na to pozwoli.
Gracze protestują, choć jednocześnie chwalą samą grę
Właśnie tutaj zaczyna się najbardziej nietypowa część całej historii. Wśród nowych negatywnych opinii można znaleźć użytkowników podkreślających, że Star Wars: Zero Company jest bardzo dobrą produkcją, ale mimo to nie chcą wystawiać jej pozytywnej recenzji ze względu na sytuację pracowników.
Społeczność nie jest jednak zgodna co do tego, czy review bombing może komukolwiek pomóc. W dyskusjach na Reddicie przeciwnicy protestu zwracają uwagę na prosty paradoks, jeżeli sukces Zero Company ma zwiększyć szanse na powrót zespołu do pracy, pogarszanie ocen gry może zadziałać dokładnie odwrotnie.
Trzeba też zachować ostrożność ze skalą samego zjawiska. Steam nie podaje, ile negatywnych recenzji wystawiono konkretnie z powodu informacji o urlopach, więc nie można uczciwie przypisać każdej zmiany wyniku gry wyłącznie tej kontrowersji. Tym bardziej że od strony samej rozgrywki Zero Company od miesięcy zapowiadało się bardzo obiecująco.
Zero Company mogło w ogóle nie być Star Warsem
Problemy pracownicze to niejedyna ciekawa informacja, która wydostała się zza kulis produkcji. Dokumenty opisane przez Game File rzuciły również nowe światło na początki projektu.
Według ujawnionych informacji Greg Foertsch i Alison Kelly pracowali nad koncepcją taktycznej gry, która trafiła następnie do Vince’a Zampelli z Respawn Entertainment. Projekt miał zostać powiązany z własnością intelektualną Respawn, a późniejsze doniesienia wskazują konkretnie na uniwersum Titanfall i Apex Legends.
Koncepcja została odrzucona. Zampella miał następnie zasugerować zespołowi przygotowanie kolejnego podejścia, tym razem wykorzystującego Star Wars.
Sami twórcy jeszcze przed ujawnieniem tych szczegółów przyznawali, że Gwiezdne wojny nie były początkowo oczywistym kierunkiem. We wpisie opublikowanym z okazji premiery Greg Foertsch stwierdził wprost, że „Star Wars was not on our bingo card”, przypisując Zampelli ogromną rolę w doprowadzeniu projektu do obecnej postaci.
Nie wiadomo natomiast, jak dokładnie wyglądałaby wersja osadzona w uniwersum Titanfall. Nie ma podstaw, by zakładać, że na pewno otrzymalibyśmy klasycznych pilotów i ogromne Tytany działające dokładnie tak, jak w strzelankach Respawn. Wiadomo przede wszystkim, że koncepcja była związana z tym uniwersum i została porzucona przed powstaniem znanego nam Star Wars: Zero Company.
Historia brzmi szczególnie ciekawie w kontekście innych projektów z odległej galaktyki. Niedawno opisywaliśmy również anulowane Star Wars: Magellan, którego materiały trafiły do sieci po latach.
Największy problem Zero Company nie dotyczy teraz rozgrywki
Star Wars: Zero Company znalazło się więc w wyjątkowo dziwnej sytuacji. Gra okazała się sukcesem, zdobyła dobre recenzje i znalazła dużą publiczność, a mimo to przyszłość części zespołu, który ją stworzył, pozostaje niepewna.
Review bombing jest dla części społeczności sposobem na pokazanie sprzeciwu, ale trudno ocenić, czy faktycznie pomoże pracownikom. Jeżeli Bit Reactor rzeczywiście będzie w stanie wykorzystać dobry wynik premiery do przywrócenia zespołu, negatywna kampania przeciwko samej grze może stać się mieczem obosiecznym.
Najbliższe tygodnie pokażą więc nie tyle, czy Star Wars: Zero Company odniosło sukces (bo ten już w dużej mierze widać) lecz czy z sukcesu skorzystają także ludzie odpowiedzialni za jego powstanie.
Komentarze
Jeszcze nie ma komentarzy.